(nie)Stracona lektura. Gabriela Adamesteanu, „Stracony poranek”

18222238_10209493982646691_4229504814953945212_n

Rumuńska historia od Gabrieli Adamesteanu to moja kolejna, tanio upolowana, zdobycz. Z pewnością warta tych niecałych piętnastu złotych. Mamy tutaj przekrój przez całą historię dwudziestowiecznej Rumunii, aż do schyłku rządów Ceausescu (choć jeszcze przed upadkiem dyktatury). Wciągające, przeplatające się losy dwóch rodzin, skłaniają do zarwania niejednej nocy.

„Stracony poranek” to powieść monumentalna. Potężna, bogata w postaci i wątki. Saga rodzinna na kilka pokoleń. Do tego, znakomita językowo: żargon Viki brzmi znakomicie, czasem miałam wrażenie, że słyszę którąś z kobiet ze wsi mojej babci.Narracja z punktu widzenia prawie wszystkich bohaterów: każdy z nich ma w książce choćby rozdzialik, prawo głosu. Dzięki temu, sami możemy wybrać, czyja postawa jest nam najbliższa.

To też powieść o Rumunii, nie tak dalekiej geograficznie, a jednak obcej nam kulturowo, o której wiemy niewiele. A przecież Rumuni mają doświadczenia bardzo podobne do nas. I dlatego również warto przeczytać tę książkę.

Gabriela Adamesteanu, Stracony poranek, tłumaczenie: Tomasz Klimkowski, Wydawnictwo W.A.B., 2012.

Reklamy