Do Dzieł zebranych Sally Mary podeszłam nader ostrożnie. Fani Raymonda Queneau ostrzegali bowiem na różnych portalach literackich, że jest to książka specyficzna nawet jak na tego pisarza i nie każdemu wielbicielowi Zazie w metrze czy Ćwiczeń stylistycznych przypadnie do gustu. Nie mylili się, bo zbiór jest rzeczywiście inny. Ale jednocześnie w niczym im nie ustępuje, a wyrobiony czytelnik na pewno go doceni.
Dzieła zebrane Sally Mary zawierają Dziennik Intymny, Kobietom zawsze okazujemy zbyt wiele dobroci i Sally coraz intymniej. Wszystko to Queneau wydał pod pseudonimem Sally Mara. I chociaż każda z tych części traktuje o czymś innym (celowo używam słowa „części”, bo Sally coraz intymniej trudno nazwać odrębną powieścią, tak jak to można zrobić w przypadku dwóch pozostałych), to wszystkie są ze sobą powiązane. Bohaterka Dziennika Intymnego to sama Sally Mara, która głosi wszem i wobec, że napisze powieść po irlandzku; powieść, której akcja będzie działa się podczas powstania wielkanocnego w Irlandii. Nieprzypadkowo wybrała tę datę: jest to bowiem dzień jej urodzin. Co więcej, młoda panienka Sally pisze swój dziennik po francusku, w hołdzie dla nauczyciela tego języka w którym to nauczycielu była niewyobrażalnie wręcz zakochana. Powieść jednak ma zostać napisana w języku irlandzkim, na którego lekcje pilnie uczęszcza. Nie ma też zresztą nic poza tym do roboty: nie pisze wierszy jak jej brat, nie uczy się nazw wysp z całego świata, żeby zostać urzędniczką na poczcie jak jej siostra i nie czeka jak jej matka na ojca, który wiele lat temu wyszedł z domu na zakupy i jakoś nie wrócił. Każdy, nawet największy konflikt, ta wesoła rodzinka rozwiązuje przy pomocy łiski (pisownia oryginalna), a kiedy problemy się spiętrzą…trzeba wypić więcej łiski! A problemów jest mnóstwo. Sally i jej siostra próbują bezskutecznie rozwikłać znaczenie słowa „kompleks” znalezionego w pozostawionej przez nauczyciela francuskiego książce, brat uwikłał się w podejrzany romans, a mama jest, cóż, trochę przygłupia. Do tego wraca tatuś, ale… Dodam tylko, że wiele kręci się wokół inicjacji seksualnej obydwu dziewcząt, pojawia się też wątek mroczny (niech się Zmierzch chowa!). No, jeśli nie mroczny, to na pewno czarno-komediowy. A Sally udaje się napisać w końcu własną powieść, Kobietom zawsze okazujemy zbyt wiele dobroci, o perypetiach urzędniczki pocztowej, która podczas powstania wielkanocnego przypadkowo zostaje uwięziona w twierdzy rebeliantów. I ta powieść jest drugą częścią Dzieł zebranych Sally Mary, już nie tak dobrą i dowcipną, ale wciąż przewrotną i pełną lapsusów słownych, z wielce pouczającym morałem.
Osobną częścią jest Sally coraz intymniej. To nie powieść, a jedynie kilkustronicowa gra słowna autora z czytelnikami, i pomimo mojej nie tak dobrej znajomości rodzimego języka autora, aż żałuję, że nie dane mi było zobaczyć jej w oryginale. Mimo to, przekład spisuje się pysznie, a jest on zasługą Jana Gondowicza, Hanny Tygielskiej i Anny Wasilewskiej. Sally coraz intymniej jest dobrym zakończeniem tego tomu, kolejnym potwierdzeniem znakomitej wręcz umiejętności zabawy słowem niepokornego Raymonda Quenenau.
Kiedyś, a konkretnie tuż po wydaniu, powieści sygnowane nazwiskiem Sally Mary zostały uznane za książki pornograficzne. Jednak realia się zmieniły. Sally nie ma lat dwunastu jak Lolita, ma osiemnaście, a i scen stricte seksualnych jest jak na lekarstwo i są raczej łagodne. Z pewnością jednak nie zmienił się odbiór frywolnego humoru Queneau; jest on najwyższej próby; przypomina trochę Rolanda Topora, choć ten jest zdecydowanie bardziej makabryczny.
Ale i tak wszystko to jest tylko tłem dla języka.
Queneau kocha język i kocha się nim bawić. Karkołomne zabawy słowne, podwójny sens, ukryte znaczenia, rymy, przekręcanie wyrazów to jego żywioł. Trudno znaleźć lepszego od niego w tej dziedzinie. Doceni to nawet ktoś, kto większą uwagę przykłada do akcji i fabuły niż konstrukcji zdań i akapitów. Proza Francuza jest wyszlifowana w najdrobniejszym stopniu (ba! Ten autor uwielbiał matematykę). Mówiąc krótko: jest niesamowity.
Polecam Dzieła zebrane Sally Mary każdemu kto lubi dobry dowcip i fascynujące gry słowne. Polecam każdemu, kto lubi bohaterki w stylu Toporowskiej Księżniczki Anginy i Małej Mi Jansson. Od czasu Przygód Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla niewiele jest książek o dorastających dziewczętach, których to dziewcząt nie ma się ochoty zamordować. Raymond Queneau umie takie pisać.
Dzieła zebrane Sally Mary, Raymond Queneau, PIW, Warszawa, 2003, przekład: Jan Gondowicz, Hanna Tygielska, Anna Wasilewska